FANDOM


  • I znów kontynuujemy wątek demaskacji Ishidy, który z jakiegoś powodu bardzo nie chce walczyć razem z Ichigo i tylko szuka sposobu, jak spławić jego i jego wesołą menażerię. W końcu udaje mu się posłać Truskawkę do Yhwacha. Tym samym Okularnik zostaje sam na sam z Jugramem, który zdaje się nie przeczytał dokładnie instrukcji obsługi Oczu Wujka Y.

    Po drodze na górę, gdzie Ichigo i paczka chcą przerwać drzemkę El Capo zatrzymują ich posągi z piasku w zabawnych hełmach, w których ich głowy wyglądają na dziwnie małe. Sado postanawia się na coś w końcu przydać i zostaje z tyłu, by wziąć całą gromadkę na klatę. Nie jest jednak sam, oto dołącza do niego Ganju, który uprzednio się zgubił, jak to on. A Orihime… jak to ona, buja w obłokach niczym jakiś hipis. Nie cierpię hipisów.

    Z jakiegoś dziwnego powodu wszyscy w tym rozdziale nagle pokazują, że mają jaja. No, może poza pewną rudą księżniczką, która zamiast tego się rozkleja. Smacznego pączka.

    PS. Jeszcze pięć…

      Wczytuję edytor...
    • Heh, niech pokażą mi rozdział gdzie Ruda Idiotka (tak, Orihime) się nie rozkleja lub nie wrzeszczy co chwila: "Kurosaki-kun, Kurosaki-kun!" 

      Z tego też powodu nie mogę jej znieść... Psuje mi po części czytanie kolejnych rozdziałów. 

      A sco się tyczy najnowszego chaptera - bardzo fajnie wypadła króka dyskusja między Jugramem a Ishidą - nawiedzony Blondyn zapewnia go, iż niedługo wszyscy (czyli Ichigo i paczka) zginą i będzie fajnie (a przynajmniej dla Sternritterów i Ywacha). Mam pewne przeczucie, że w finałowym starciu tow włąsśnie ta dwójka będzie ze sobą walczyć, a nie tak jak wielu przepowiada - Truskawa przeciw Blondynowi - on ma jeszcze do pokonania kilku innych, niech Ishida zajmie się Jugramem.

        Wczytuję edytor...
    • 83.21.123.108 napisał(a): Z tego też powodu nie mogę jej znieść... Psuje mi po części czytanie kolejnych rozdziałów. 

      To, że Orihime jest iście wkurzająca dla większości Europejczyków (w tym i mnie) i Amerykanów, to nie oznacza, że w ogóle nie jest to lubiane przez np. Japończyków (oni wręcz uwielbiają takie gadki/sytuacje).

      Co do rozdziału, to troszeczkę zdaje mi się, że będzie większa podpucha z tym Yhwachem i jego snem...

      Rozdział 7/10

        Wczytuję edytor...
    • Nie podoba mi się, że Kubo naotwierał na raz tyle wątków :/ Przywołuje to złe wspomnienia z początku "1000-letniej krwawej wojny"(pomijanie części walk).

      Yoruichi vs Askin, Toshiro vs Gerard, Ishida vs Haschwalth, Chad i Ganju vs piaskowi żołnierze, Ichigo i Inoue w drodze do "najwyżej położonej części pałacu" oraz kilka mniej istotnych kwesti, które pewnie zostaną przez autora po prostu olane typu: Kira vs Lille, pozostawiony sam sobie Aizen w SS, Co robią? i gdzie są?: Grimmjow, Nel, Fullbringerzy, Urahara, Ichibei itp.

      Czuję, że to już powoli początek końca tego arcu. W zasadzie po otrzymaniu wyników powyższych starć, pozostaje nam już tylko starcie Ichigo vs Yhwach i... i koniec.

      No chyba, że nasz Tite coś jeszcze ciekawego namiesza(oby!). Póki co, jednak pozostaje cierpliwie czekać na interesujące, widowiskowe walki z pokazem efektownych umiejętności naszych bohaterów. 

      Moje wymagania co do tej mangi ograniczają się już tylko do walk, więc liczę, że będą warte papieru, na których Kubo je narysuje. Do samego końca będę mieć nadzieję na jakieś nieoczekiwane(mniej lub bardziej) zwroty akcji typu: Ichigo w epickiej walce pokonuje Yhwacha, a na to wchodzi Aizen i "Tak jak planowałem! Quincy pokonali ludzi króla, SS pokonało Quincych, teraz ja pokonam SS i zemszczę sie za ostatni raz"

      ...się rozmarzyłem :D Rozdział 7/10 za posunięcie akcji do przodu

        Wczytuję edytor...
    • Widzę, że nie tylko ja jestem już potwornie zmęczona Inoue. Nie dość, że bredzi, to jeszcze nie umie sama przetrwać pięciu minut na polu bitwy. Albo powinna dawno zostać odstawiona do domu, albo, zgodnie z prawami logiki, najprościej w świecie zginąć. Koniec z denerwującą postacią i wreszcie któryś z głównych bohaterów padłby ofiarą wojny, czyli dwie pieczenie na jednym ogniu. Fanserwis wie, co ją tu jeszcze trzyma.

      Poza wstępem do starcia Ishida kontra Hashwalth nie dzieje się nic nowego: Sado i Ganju stawiają czoła armii białych gigantów, a Ichigo, targając zbędny balast, biegnie dokopać dziadkowi Yhwachowi. Z jednej strony daje to dwóm niedocenianym bohaterom szansę na rozwój, z drugiej zaś nie robię sobie wielkich nadziei. A wracając do princessy, zrobiłoby na mnie większe wrażenie, gdyby to ona została z tyłu, kompletnie sama, i pokonała przeciwników, choć raz dowodząc swojej przydatności jako wojownik, a nie tylko przywracacz kończyn i niekończący się zbiornik łez. Niestety wygląda na to, że japońscy fani, czyli priorytetowe źródło utrzymania Kubo, mają inne zdanie.

      Coś dobrego, coś dobrego... a, Ichigo i Ishida byli ładnie narysowani.

        Wczytuję edytor...
    • Loony, dobrze Cię widzieć ;) Nie tylko dlatego, że miło zobaczyć tutaj Czwórkowicza, ale również dlatego, że podzielam Twój krytyczny stosunek do rozdziału. Marność nad marnościami i wszystko marność - tylko Ishida i Jugram ratują rozdział.

      2/10, z litości. Szczerze marzę, że i Sado, i Inoue, i Ganju, zgodnie z prawami logiki, rozstaną się z życiem... Szkoda, że tak się nie stanie. Wszak ich beznadziejność zawsze będzie ochraniać plot armor :P

        Wczytuję edytor...
    • Nawzajem, Scc :)

      Marność tych rozdziałów jest przykra. Ostatnie dwa lata (mniej więcej) to jakaś bliczowa klęska, kompletnie zniechęcająca do tytułu... z rozmarzeniem wspominam te czasy, kiedy Chad wydawał mi się sympatyczny, Ganju zabawny, a Ichigo nie znikał na tak długo, że aż zapominałam, kto jest głównym hero tej mangi. A, i Ishida nie był bezpłciowy i nijaki :/

      Jestem pełna szczerego uznania dla tych, którzy mimo to pozostali na wiki i nie dość, że edytują, to jeszcze z takim entuzjazmem czytają i dyskutują o Bleachu (posty Yikmo są niekiedy tak napisane, że zastanawiam się, czy czytamy ten sam tytuł), nie dając się zniechęcić takim nierobom jak ja, wpadającym raz na kilka tygodni tylko po to, żeby pomarudzić.

        Wczytuję edytor...
    • Ja mam pomysł! Niech zabiją Orihime, to wtedy gwarantuję, iż starzy fani (którzy odpuścili sobie już mangę) wrócą z powrotem do czytania nowych rozdziałów  :)

        Wczytuję edytor...
    • To nie Orihime jest problemem tej mangi, a słabe pomysły, nietrafione rozwiazania i niekonsekwencja autora w tym arcu :P

      Orihime wkurzała od zawsze, od samego początku i choć mało kto ją lubił to mimo wszystko przyzwyczailiśmy się, że jednak zawsze gdzieś tam jest.

      Myślę, że gdyby nagle zniknęła to czegoś by nam brakowało, tego kogoś na kim zawsze wieszało się psy XD

        Wczytuję edytor...
    • Well, Sol ma rację - Orihime jest tak samo żywa, jak wtedy, kiedy Bleach trzymał na prawdę wysoki poziom. Natomiast, Loony, rozumiem Twoje podejście, niemniej nie mógłbym z czystym sumieniem skreślić całego tego arcu~ :D Miał lepsze i gorsze chwile :D Poza tym akurat znikający Ichigo zawsze dobrze robił Bleachowi xD

        Wczytuję edytor...
    • 83.23.231.64 napisał(a): Ja mam pomysł! Niech zabiją Orihime, to wtedy gwarantuję, iż starzy fani (którzy odpuścili sobie już mangę) wrócą z powrotem do czytania nowych rozdziałów  :)

      To będzie wtedy iście święto narodowe (niejapońskie) XD

        Wczytuję edytor...
    • Sccq98 napisał(a):
      Well, Sol ma rację - Orihime jest tak samo żywa, jak wtedy, kiedy Bleach trzymał na prawdę wysoki poziom. Natomiast, Loony, rozumiem Twoje podejście, niemniej nie mógłbym z czystym sumieniem skreślić całego tego arcu~ :D Miał lepsze i gorsze chwile :D Poza tym akurat znikający Ichigo zawsze dobrze robił Bleachowi xD

      Nie powiem, niektóre momenty były naprawdę świetne... tylko że "momenty" to tylko cząstki całego arcu, który, cóż... im dalej w las, tym gorzej.

      Co do znikającego Ichigo - ja mam właśnie problem z tym, że jego ostatnie zniknięcie (kiedy nie było o nim nic przez jakieś kilkadziesiąt rozdziałów) tym razem nic a nic nie pomogło ani nie odświeżyło sytuacji, bo fabuła i sztampowe momenty były równie złe, jak przed zniknięciem ;)

      Orihime denerwuje niemal od początku, to fakt. Po prostu beznadziejność tej postaci tym mocniej uwiera, kiedy w rozdziałach nie ma nic, co mogłoby ową beznadziejność przyćmić i ucieszyć czytelnika... a może po prostu już mam dość powtarzanych w kółko schematów :(

        Wczytuję edytor...
    • Użytkownik Fandomu
        Wczytuję edytor...
Daj okejkę tej wiadomości
Przyznano okejkę tej wiadomości!
Zobacz kto dał okejkę tej wiadomości
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.