FANDOM


  • Było już Aizen czy Yhwach to przyszedł czas na wybieranie pomiędzy przydupasami obu panów!

    Hiszpańska dziesiątka mieczy czy Niemiecki alfabet? Która grupa zasługuje na tytuł ,,zrzeszania ostatecznych badassów"? Którzy z nich zostaną w waszej pamięci na wieczność? Których oglądaliście z większą przyjemnością?

    Mimo całego... szacunku dla oddziału Quincy i ich walniętego lidera mój głos idzie na grupę arrancarów. Mogłbym powtórzyć imię, nazwisko i nazwę ressureción każdego członka espady, będąc wybudzonym ze snu o 1:00 (czy to oznacza że przedawkowałem Bleach'a? O_o), natomiast po stronie grupki Quincych nie mógłbym powtórzyć w pełni nawet jednego imienia czy nazwy techniki żadnego Stern Rittera. A jak u was?

      Wczytuję edytor...
    • Jeśli chodzi o Espadę to (pomijając, że jest ich mniej) każdy z nich pojawiał się wielokrotnie tu i ówdzie podczas trwania mangi/anime: czy to podczas zebrania z Aizenem, czy to w Świecie Żywych, czy to podczas dyskusji/przekomarzań z innymi członkami grupy. Pozwalało to stopniowo poznać każdą postać i jakos tak... przyzwyczaić się do nich.

      Każde z nich zanim zginęlo/zeszło na dalszy plan stoczyło przynajmniej jedną konkretną walke(2-3 odcinki anime, kilka chapów w mandze), przy okazji której we flashback'ach pokazywano nam ich przeszłość oraz motywy wstąpienia w szeregi armii Aizena.

      A Stern Ritterzy.... cóż... (pomijając, że jest ich prawie 3 raz więcej) w zasadzie niewiele można powiedzieć o kazdym z nich. Do wyżej wymienionego schemtu z Espadą podpiąć można tylko Yhwacha, ewentualnie As'a Nodt'a i Bambiettę Basterbine. Większość Quincych pojawiła się w zasadzie tylko na moment, by zaraz zginąć i zniknąć niczym randomowa postać.

      Fajną walkę stoczył Quilge i w zasadzie ok, niska ranga, zginął - Dobra, nara.

      Royd Lloyd posłużył niczym taki Wonderweiss - pułapka na Yamamoto i jak dla mnie wystarczy.

      Discroll Berci - też wniósł swoje małe, ale istotne 3 grosze do fabuły - mógł zginąć.

      Nic nie wiemy o tych co walczyli z Kenpachim – szkoda, że nic nie pokazano :(

      Tak samo walka Nanana Najahkoop vs Rose czy Ukitake vs… nawet niewiadomo kto XD

      Uważam, że Cang Du, BG9 czy Robert Accutrone to postacie ze zmarnowanym potencjałem tj. mogły być ciekawe, ale za szybko zginęli.

      Koleżanki Bambietty były niczym fraccion Haribel można było nieco więcej poświęcić im jako całości. Moim zdaniem mogło być więcej Candice Catnipp(taki odpowiednik Nnoitory) niż Giselle (taka paskuda a’la Szayell Apporo).

      Pepe Wacabrada czy Mask de Masculine odpychali od samego początku jak nie wyglądem to durnowatymi umiejętnościami - tu akurat uważam, że mogłoby ich w ogóle nie być.

      Zobaczymy jakie plany ma Kubo na Buzz-B, Haschwaltha i resztę tzw. Elitarnych Quincy, ale myślę, że tu nie będzie dużych różnic.

      Podsumowując: wszystko streszcza się do czasu jaki poświęcono poszczególnym członkom obu grup. Kubo za szybko poleciał z pierwszą inwazją, a w drugiej za szybko eliminował antagonistów – jak dla mnie zupełnie niepotrzebnie, bo odbyło się to własnie wyżej opisanym kosztem. Myślałem, że czasy, kiedy anime goniło mangę już minęły i nie trzeba na gwałt tworzyć/rysować, bo terminy ponaglają(chyba, że zadeklarował komuś ważnemu jakiś termin ? kto wie).

      Ja wolałbym dłuższą mangę, więcej walk i więcej akcji, oraz więcej nowych historii i ciekawych postaci. Takie jest moje zdanie. Espada – 1, Stern Ritterzy – 0.

        Wczytuję edytor...
    • Zdecydowanie oddaję głos na Espadę. Każdy członek tej grupy miał coś w sobie, zaczynając od Aaroniero, który mocą się nie popisał, ale na początku ta postać budziła sporą ciekawość (w każdym razie moją).

      Szayel Aporro - szalony  naukowiec, który był bardzo mądry, miał ciekawą moc, jednak jego szaleństwo i pewność siebie sprawiły, że w końcu przegrał z Mayurim.

      Zommari Leroux - na początku zimny, opanowany, bardzo szybki, w resurrection też całkiem fajnie, ale przed samą śmiercią stracił cale opanowanie i jakoś przestał mi się podobać jako postać.

      Dalej było tylko lepiej, bo zarówno Grimmjow, jak i Nnoitra byli(Grimmjow dalej pewnie jest) szaleńcami, kochającymi walkę, którzy mimo podobnego zamiłowania, tak bardzo się różnili, co według mnie było bardzo fajne. 

      Ulquiorra - chyba ulubieniec większości fanów Bleacha. Osoba, patrząca z pogardą chyba na każdego, poza Aizenem. Najmroczniejszy czlonek Espady, z bardzo potężną mocą.

      Hallibel i Barragan - dwójka arrancarów z najfajniejszymi jak dotąd mocami i ciekawymi charakterkami.

      Stark - moim zdaniem czysty geniusz, ujęty w jednej postaci. Zdecydowanie mój faworyt wśród wszystkich członków Espady i ogólnie arrancarów. Potęga, znudzenie walką i zajebisty charakter w jednym. Nie daje się sprowokować, nie wpada łatwo w złość. Chyba lubię go tak bardzo, bo przypomina Kyouraku, który jest moją ulubioną postacią. :D

      Yammy - to chyba jedyna postać z calej postaci, której naprawdę nie lubię. Niby ma numer 0 w Espadzie, ale jakoś nie potrafię o nim powiedzieć czegoś dobrego. 

      O Espadzie chyba jestem w stanie powiedzieć wszystko, wymienić wszystkie nazwy mieczy, resurrection, prawie wszystkich fraccion należących do członków Espady.

      Niestety o Stern Ritter nie wiem za dużo. Tylko niektóre postacie zapadają jakoś w pamięci, jednak chyba żadna nie robi tego w takim stylu jak jakikolwiek czlonek Espady. Niektórzy Quincy wręcz mnie odrzucają. Jedynym Stern Ritter, którego naprawdę polubiłem jest chyba Haschwald. :P

        Wczytuję edytor...
    • Użytkownik Fandomu
        Wczytuję edytor...
Daj okejkę tej wiadomości
Przyznano okejkę tej wiadomości!
Zobacz kto dał okejkę tej wiadomości
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.