FANDOM


Wpis na blogu pro forma, bo chyba i tak nikt go nie czyta, ale z tradycją się nie dyskutuje...

Zaczynamy od Mayuriego (w teletubisiowym wdzianku) i Askina Nakk Le Vaara. Walki byście chcieli, hę? To nie tutaj. Panowie głupi nie są - najpierw ze trzy rozdziały się pozastanawiają nad taktyką, zanim zobaczymy ich w akcji. Ale nie powiem - jakoś na to starcie zaczynam się nakręcać, Nakk Le Vaar wydaje się nie być tylko tępym narwańcem (a może to ten loczek?).

Dalej miga naszym oczom Hitsugaya i Matsumoto, wgapiający się, jak z popiołów powstaje wygrzebuje się spod lodu nazi podróba Grimmjowa. Taki z niego kozak, że ponoć jego gorący temperament skutecznie zneutralizował Bankai samego Yamy-jii. Ale co tam Bazz-B...

Mamy pierwszego mecha w Beachu! Chyba nawet macko-mecha! I może to dobrze, bo na pierwszy rzut oka miesiące temu wyglądał mi na wyjętego z formaliny Krzyżaka, a tu mamy sztuczną inteligencję (chociaż co do inteligencji polemizowałabym - poprzednio w kółko powtarzał to samo pytanie, może zwarcie na obwodach?). Dobra... Tak czy inaczej, zarówno Hitsugaya, jak i Suì-Fēng zostają z deka zaskoczeni przez przeciwników. Ale nas to dziwi...

6,5/10. Przyznaję, rozdział jakoś lepiej się czytało niż poprzednie, niemniej bez niespodzianek i wielkich zwrotów akcji...

Gdzie jest Ichigo...?

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.