FANDOM


I takie środy lubię - Kubo-sensei chyba łyknął swoje witaminki, bo widoczna zwyżka formy ;) Na wstępie zapewniam, że żadnych psowatych, żadnego Ōetsu i ani jednego członka szlachetnego rodu Ōmaedów dziś nie uświadczyliśmy. Uff.

R541 Okładka

THE BLADE AND ME 2 - mówi Wam to coś? Aż się łezka w oku kręci i rzeczywiście - dzisiejszy rozdział dość sentymentalno - wspominkowy. Po poprzednim można było przewidywać, że o "Zangetsu" będzie, ale nie takiego formatu trolling Kubo już odstawiał, więc dzięki mu, że tym razem sobie podarował "nieprzewidziane zwroty akcji".

Ichigo staje oko w oko z "Zangetsu" (który - jak wiemy - nie jest Zangetsu). Witamy w wewnętrznym świecie, wersja dla wodolubnych ;) Staruszek potwierdza wszystko, co Nimaiya powiedział Kurosakiemu. Wyjaśnia, że właściwie jest emanacją mocy Quincy Ichigo i w zasadzie nigdy nie zależało mu na tym, by chłopak stał się Shinigami i rozwijał tę część swojej mocy. Z czasem jednak, widząc jego upór i siłę, wbrew pierwotnym założeniom zaczął chłopaka wspierać. <w tym miejscu serdeczne podziękowania dla Kubo za to, że nie zniemczył wspaniałego Zangetsu, który był z nami prawie od 500 rozdziałów> A więc dotychczasowy duchowy przewodnik Ichigo nie okazał się sprzedajną mendą i wcieleniem czystego zła. Miło. Po nieco chwytającym za serce monologu "Zangetsu" zaczyna znikać i pozostawia po sobie iskrzący bielą miecz - prawdziwe Zanpakutō Ichigo Kurosakiego. Na zaostrzenie apetytu.

9/10. Może na wyrost, ale bardzo dobrze było zobaczyć starego "Zangetsu", nawet jeśli ostatni raz. Może nie działo się za wiele, ale poczułam klimat starego, dobrego Bleacha, czego ostatnio niedobór.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.